Łukasz Kwiecień
Jestem analitykiem-strategiem rynków globalnych, menedżerem, specjalistą ds. relacji inwestorskich, publicystą i komentatorem, także – wykładowcą szkoleń specjalistycznych i – doraźnie - studiów podyplomowych. W przeszłości – byłem także dziennikarzem finansowym.
Czytaj więcej we wpisie "O mnie"
RSS


Blog > Komentarze do wpisu

Złoty krzyż, czarna dziura

Polscy politycy, a – za nimi - także media, jak w amoku, roztrząsają kwestie w sumie drugo- i trzeciorzędne tj. kto wygrał bardziej, a kto mniej na dziwacznym, poniedziałkowym szczycie UE. Tymczasem ważne są inne informacje. Skorygowana statystyka rynku pracy Eurostrefy i UE za XII pokazuje pogłębianie groźnych przepaści w strefie euro. Grecy znów przebąkują, iż mogą potrzebować jeszcze większych pożyczek ratunkowych niż do tej pory negocjowane. Rynki akcji na plusie, ale rzeczywistość pozostaje bardzo, bardzo skomplikowana.

• Gdyby śmiertelnie serio podchodzić do bieżącego zachowania indeksów rynków akcji w Europie, to możnaby powiedzieć, że poniedziałkowy szczyt UE został jednak odebrany per saldo jako wspólny sukces. Wtorkowym popołudniem wspomniane wskaźniki zyskiwały bowiem po ok. jeden – dwa procent. Bardzo to nas cieszy, ale rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana….     
• Średnia (skorygowana sezonowo) stopa bezrobocia w strefie euro (w XII) wyniosła 10,4% (w XI - także 10,4%) i pozostaje najwyższa od wiosny 1998 r. Analogiczna średnia dla 27 państw UE wyniosła zaś 9,9%. ALE składowe – tj. dane z poszczególnych państw – pokazują jak wielkie są przepaści między nimi. W Hiszpanii niemal 23% bezrobocia, a w Niemczech – rekordowo niskie bo tylko 6,7% (w Austrii – tylko 4,1%, a – dla porównania – w ten sam sposób mierzona stopa bezrobocia dla Polski to 9,9%). Więc jeśli słyszycie państwo polityków rozprawiających (jałowo) o ryzyku powstania tzw. „Europy wielu prędkości”  to zachowajcie dystans do ich wynurzeń. Bo ta Europa wielu prędkości – a właściwie: Europa skrajnego wręcz różnicowania sytuacji bieżącej – już jest faktem. Wiadomo było o tym nie od dziś i nie od wczoraj. Niestety, komplikowało to mocno prowadzenie jednej, z konieczności – spójnej, polityki pieniężnej, ale niestety swój udział w pogłębianiu tych różnic miał jednak EBC za czasów Trichet. Mówiąc wprost – EBC nie był przygotowany na radzenie sobie z takim „rozjeżdżającym” się obszarem jednej waluty, ale niejednolitej koniunktury. Teraz EBC jest bardziej elastyczny i dynamiczny. Ale na razie sprawia to wrażenie dość rozpaczliwych operacji – spektakularnych, faktycznie wspierających przejściowo nastroje ale nadal bez strategicznej perspektywy.       
• Tymczasem ulubieńcy niemieckich podatków – Grecy - nie dają o sobie zapomnieć … I zachowują się tak jakby chcieli potwierdzić zapewne już dość powszechne globalnie przekonanie, że chyba nie ma takiej ilości pieniędzy, której Grecja nie mogłaby pochłonąć. Po poniedziałkowym, szybkim i dziwacznym, szczycie UE Grecy (a konkretnie – premier Papademos) przebąkują coś o ewentualnych większych od wcześniejszych ocen potrzebach pożyczkowych Aten. Życzymy powodzenia. Pytanie tylko, kiedy przeciągną strunę... Tymczasem ten sam premier twierdzi, że negocjacje dotyczące wcześniej planowanego pakietu pomocowego idą do przodu…
• Dla kontrastu – i ku pokrzepieniu serc – pozytywna informacja z polskiego resortu finansów. Jak podano, po styczniu MF zabezpieczyło już jedną – trzecią tegorocznych potrzeb pożyczkowych. Dysponuje 31 mld pln środków płynnych na rachunku bankowym (to złote i waluty).
• Na razie rynki akcji uczepiły się pozytywnej interpretacji podpisania paktu fiskalnego przez 25 państw UE. Nie liczcie jednak Państwo na cud – temat gnijącego kryzysu strefy euro pozostanie z nami jeszcze na dłuuuugo. Na pocieszenie – aczkolwiek z lekkim przymrużeniem oka – donoszę, iż w serwisie cnbc.com pojawiły się rozważania analityków upatrujących na wykresie indeksu S&P500 technicznej formacji tzw. „złotego krzyża” (na przeciwieństwo cieszącego się ponurą sławą „krzyża śmierci”) . Ów złoty krzyż to sytuacja gdy średnia krocząca 50-sesyjna przecina 200-sesyjną od dołu wychodząc ponad nią. Jasne, że – tak jak wiele innych czasami przedziwnych formacji technicznych – można się oczywiście popukać po głowie, ale…
• …ale - no właśnie – sam z dystansem podchodzę do wszelkich odkrywczych tez i nie wierzę w żadne prawidła (poza matematyką), ale fakty są frapujące. Bo – jak zauważa cytowany przez cnbc.com analityk Bank of America Merrill Lynch, od roku 1962 tak zdefiniowana formacja złotego krzyża pojawiła się 26 razy.  I w 81 procentach przypadków okazała się sygnałem wzrostu rynku powyżej poziomu bieżącego w perspektywie kolejnego pół roku. Cóż, przejmować się tym nie ma obowiązku ale, tak czy siak, wiedzieć o tym warto. Ja jednak…
• …ja jednak dodam, że pamiętać trzeba także iż rewelacje podobnego typu pojawiały się gdy średnie były bliskie przecięcia odwrotnego (wtedy mowa o „krzyżu śmierci”). Żeby jeszcze było weselej, warto wspomnieć także o jeszcze bardziej pokręconej teorii – a mianowicie tzw. Krzyżu Hindeburga (przy czym nazwa nawiązuje nie do niemieckiego Kaisera, ale do katastrofy hitlerowskiego sterowca o tej nazwie).  Ta teoria zakłada koincydencje (jednoczesne wystąpienie) kilku czynników i sporo porcję „numerologii”. Nie, żebym był złośliwy, ale w sierpniu 2010 w tym samym serwisie cnbc.com pojawiły się rozważania innych analityków przestrzegających – właśnie w oparciu o Krzyż Hindenburga - przed rychłym krachem ostatecznym w stylu roku 1929. Teza nie była taka znowu głupia, bo fundamentalnie też sporo zapowiadało załamanie. Ale wszelka logikę wywrócił wówczas do góry nogami Fed rzucając na rynki całe stosy znów dodrukowanych dolarów. Choć, trzeba przyznać, że kolejnego lata (2011) faktycznie spadło. Ale amatorzy Krzyża Hindeburga mogli tego po prostu nie doczekać…        
cdn.
Łukasz KWIECIEŃ
Autor jest Wiceprezesem Zarządu TFI PZU SA, ale komentarze UPDATE wyrażają wyłącznie jego prywatne opinie.

wtorek, 31 stycznia 2012, l_kwiecien